Perfekcyjne kredki do ust od Lovely

Perfekcyjne kredki do ust od Lovely




Pomalowane usta to atut każdej kobiety. Ten jeden wyraźny akcent na twarzy kobiety potrafi zdziałać cuda! Uwielbiam szminki i wszelkie produkty do ust (mam ich zdecydowanie zbyt dużo i nie mogę się zdecydować "która dziś?" ).
Dziś chciałabym Wam zaprezentować kredkę do ust od Lovely- posiadam ją w dwóch kolorach.









Kredki pochodzą z serii Perfect Line od Lovely i są dostępne w trzech kolorach i kosztują grosze... na promocji zapłaciłam około 3 zł za jedną. 



Rysik jest na prawdę miękki! Dobrze się nim operuje. Nie drapie, ale też i nie rozciapuje się na ustach. Łatwo zakreślić kontur ust, a nawet i pokombinować z optycznym powiększaniem. 


Kolorki jakie posiadam to 1 i 2, niestety nie spotkałam 3 w swoim Rossmannie.
1 jest idealna do matowej 08 od Golden Rose w kredce. Zazwyczaj gdy się nią malowałam to musiałam uważać, ponieważ jest to bardzo gruba kredka. Dzięki temu produktami wyeliminowałam ten problem.





Nr 1 to przepiękny, brudny róż, natomiast nr 2 jest nieco mocniejszy. Używam jej do fuksji od Bell.
Jak już wspominałam, kredki łatwo rozprowadzają się na ustach, nie drapią i dobrze współpracują. Niestety jeśli chodzi o struganie jest nieco ciężej. Jeśli z tym przesadzimy może się rozsmarować na strugaczce i ciężko to wyczyścić, ponieważ są na prawdę dobrze napigmentowane. Jednak jest to kwestia wprawy, zdarzyło mi się to tylko raz.





Przyznam się, że zdarzyło mi się nakładać samą kredkę, na całe usta i wyglądało to na prawdę dobrze, a przy tym dawało super matowe wykończenie.

Jakie są wasze ulubione kredki?
Karo
Peelingi VIANEK- pierwsze wrażenia

Peelingi VIANEK- pierwsze wrażenia



Vianek na polski rynek weszło jak burza i momentalnie zyskało swoich zwolenników. Kosmetyki które oferują są pochodzenia naturalnego, zamknięte w pięknych opakowaniach. Właśnie te czynniki, skusiły mnie do zakupu tych dwóch produktów. 
Peeling do ciała i maseczka peeling do twarzy dołączone były do pudełka Joybox, na które ostatnio się zdecydowałam. Strzał w dziesiątkę! 

Przybliżę Wam dziś co nieco te dwa produkty, za jakiś czas na pewno pojawi się pełna recenzja.
To co pierwsze przykuwa uwagę to opakowanie. Jestem nimi totalnie zauroczona! Z reszta, jestem zauroczona wszystkimi kosmetykami i opakowaniami firmy Sylveco (tak, to Sylveco produkuje te wspaniałości). Ja wiecie kocham i ubóstwiam Lekki krem brzozowy.
Białe opakowanie zdobią zalipańskie wzory, przecudne. 
A teraz do rzeczy!




Ujędrniająco- wygładzający PEELING DO CIAŁA z mielonymi pestkami malin

Produkt znajduje się w odkręcanym opakowaniu, dość solidnym. 
Skład- naturalny, tak jak jest to obiecane. Znajdziemy tutaj zmielone pestki malin, olejek cynamonowy oraz cukier. 





Peeling ma piękny kolor ciemnej maliny (serio, to jaki miałby być?) To co widać to pełno drobinek przeróżnej grubość. A to co czuć? Zaraz po otwarciu uderza w nas zapach malin. Ale nie takich chemicznych! Malin świeżo zerwanych z krzaczka. Mega przyjemny!
Co to zauważyłam po pierwszych użyciach to oczywiście złuszczenie naskórka oraz wygładzenie. Ujędrnienia nie widzę, ale to może przyjdzie z czasem. Dzięki różnorodności drobinek, peeling nie jest za ostry. 
Jak dotąd ten peeling skradł moje serce i wpisał się na listę ulubieńców. Zobaczymy jednak jak będzie za jakiś czas, jak sprawdzi się na dłuższą metę. 







Odżywcza Maseczka peeling do twarzy z mielonym lnem


Tak ja wyżej, piękne opakowanie i naturalny skład. Znajdziemy tutaj olej sojowy, olej z pestek moreli, olej rokitnikowy, miód i oczywiście mielony len!






Kolor jest lekko zabrudzonym żółtym. Maseczkowy peeling posiada różne drobiny, len jest znacznie wyczuwalny. No i właśnie... ten len. Zapach jest bardzo, ale to bardzo specyficzny! Jest nieco mdły, zapychający i nie każdemu się spodoba. Jest znacznie wyczuwalny podczas używania. Jeśli piliście kiedyś siemię lniane to zapach jest taki jak i smak. Albo się kocha albo nienawidzi.
Ja nakładam ją kolistymi ruchami i pozostawiam na kilka minut a następnie spłukuję. Na pierwszy rzuć skóra jest wygładzona! Jestem z niego zadowolona ale na więcej wniosków jeszcze przyjdzie czas.





Mam nadzieje że przybliżyłam Wam te dwa produkty. Bardzo cieszy mnie że na naszym rynku pojawia się coraz więcej takich naturalnych produktów. 







Używaliście? Co polecacie?
Karo
Podrobiona odżywka 8w1 Eveline- La Speciale 8w1 Total Action

Podrobiona odżywka 8w1 Eveline- La Speciale 8w1 Total Action



Która z Nas nie chce mieć pięknych i zadbanych paznokci? Jakiś czas temu poddałam Was mój sposób na mocne szpony (Kliknij we mnie! ) i nie wiem co mnie podkusiło by kupić "normalną" odżywkę do paznokci w przerwie między hybrydami. No głupia ja! Słynna odżywka 8w1 od Eveline nigdy nie wyrządziła mi krzywdy. Zawsze wszystko było w porządku a ten straszny formaldehyd nie działał uczuleniowo. Jako ze nie powinno się nakładać takich odżywek zaraz po ściągnięciu hybryd, odczekałam jakiś okres czasu i postanowiłam kupić odżywkę. Nie miałam po drodze do Rossa, a w Biedrze i tak miałam robić zakupy więc poszłam tam. Stojąc przed półką z kosmetykami zauważyłam odżywkę niemalże identyczną której potrzebowałam . Opakowanie łudząco przypomina Eveline. Rzuciłam okiem na skład- chyba spoko. Jedyne co mnie zmartwiło to brak sprecyzowania co do zawartości formaldehydu. Na oryginalnej odżywce napisane jest że produkt zawiera 2% tego składnika- na podróbce nie było napisane ile tego jest. No ale z braku laku kupiłam, a cena zachęcała (4,99zł). W domu sprawdziłam skład i był on identyczny, IDENTYCZNY jak Eveline, z tą małą różnicą którą opisałam wyżej. Zachęcona, myślę sobie, że spoko spróbuję. 




Jak widzicie, wszystko łudząco przypomina kultową odżywkę. Stosowałam więc tak jak było to opisane na opakowaniu. W tym czasie nic złego nie działo się z moimi paznokciami. Na prawdę, absolutnie nic! Ani ból, ani pieczenie, ani zaczerwienienie. Pomyślałam że całkiem fajnie, paznokcie się wzmocnią itd.
Nadszedł dzień zmywania. O masakrozo! Nie szło tego zmyć. Ciapało się i ślamazarzyło. W końcu jakoś dało radę. Następnego dnia paznokcie zaczęły mnie boleć. Nie był to ciągły ból, ale przy najmniejszym dotyku- rwący. Jak się przyjrzałam to zobaczyłam że w kilku miejsca widać przebarwienia, krople krwi pod paznokciem (tak mi się wydaje) no i lekką onycholizę.  Nie była ona wielka ale przyrost o który tak walczę znacznie się zmniejszył. Momentalnie ścięłam paznokcie jak najkrócej, tak by ściąć tę chorą część. Zaczęłam też smarować paznokcie olejkiem z drzewa herbacianego co znacznie pomaga przy leczeniu tego schorzenia.
Od tego czasu minęły trzy tygodnie. Paznokcie powoli odrastają, pojawia się zdrowa, nieboląca płytka. Sukcesywnie ścinam jeszcze pozostałości tej chorej, a odzywkę zostawiłam jedynie by Wam pokazać i przestrzec.
Czekam z  niecierpliwością na odrośnięcie paznokci. Z tego co widać, postępująca onycholizę dało się powstrzymać, ale potrzeba czasu by paznokcie wróciły do dawnego stanu.
Niestety ta negatywna recenzja mnie boli, Biedre uwielbiam i kupuję tam na prawdę dużo rzeczy. Wiem też, że Eveline produkuje do tego sklepu część kosmetyków. Nie wiem czy ta odzywka jest ich dziełem, ale lepiej niech nie idą tą drogą.
Zdaję sobie sprawę z tego, że nie na każdego to będzie mieć takie działanie, jednak chciałam Was ostrzec. Bo ja chciałam mieć tylko ładniejsze paznokcie.
Podejrzewam że może tam być większe stężenie formaldehydu niż powinno i to tak źle zadziałało.
Pomimo tego że opakowanie, jak i cała odzywka przypomina kultowy produkt, w środku nie ma ulotki ze szczegółami co do produktu. 




Mieliście starcie z ta odżywką? Jak Wasze wrażenia? Dajcie znać.
Pis joł Aniołeczki!
Karo
Znalazłeś swoja planetę? Recenzja "Planeta Singli"

Znalazłeś swoja planetę? Recenzja "Planeta Singli"





Jako że film "Planeta Singli" bije rekordy popularności, postanowiłam że i ja wybiorę się do kina. Jak już wiecie, bardzo lubię (i cenię!) polski filmy. Uważam że mamy na prawdę dobrych aktorów, a sztuka filmowa w naszym kraju, z każdym rokiem poprawia się. 

"Planeta Singli" jest filmem twórców "Listów do M". Druga część bardzo mi się podobała, o czym w sumie też już pisałam. Jedak- "Listy..." były bardzo rozreklamowane. Chyba nawet za bardzo. Za to "Planeta Singli" trochę mniej. A szkoda. Bo to na prawdę dobry film!

Wychodząc z kina pomyślałam "Kurcze! to było lepsze od tych całych "Listów do M! ""

Film opowiada historię Ani- nauczycielki muzyki, która zniechęcona doświadczeniami w sferze uczuciowej postanawia wziąć udział w programie Tomka gdzie wyśmiewają potencjalnych kandydatów Ani.  Dziewczyna umawia się na randki, opowiada o tym Tomkowi, a on na antenie za pomocą specjalnych lalek wyśmiewa to. W zamian za to, Ania ma dostać nowy fortepian na kółko muzyczne które prowadzi. 
Jak ona się umawia z tyloma facetami? Wszystko dzieje się za sprawą aplikacji randkowej na telefon (brzmi znajomo?) "Planeta Singli". Początkowo nieśmiała Ania wkręca się coraz bardziej w randkowanie na potrzeby programu. Sytuacja zmienia się gdy poznaje uroczego mężczyznę. Takiego Księcia z bajki na białym koniu, któremu nie można nic zarzucić, nie ma też jak go wyśmiać na antenie. 

Dodatkowo tocząca się historia w tle, bardzo przyciągnęła moją uwagę. Ola i Bogdan- Ona "Psycholożka włosów" którą wyrzucają z każdej pracy, On- Dyrektor szkoły. Małżeństwo niemalże idealne. Niestety dzięki zazdrosnej córce Bogdana zaczynają sie kłócić. Z efekcie nieporozumień umawiają się na randkę poprzez wspomnianą wyżej aplikację... ze sobą. 

Film jest na prawdę śmieszny! Nie ma wymuszonych scenek ani żartów na siłę. Wszystko jest na prawdę naturalne. Płakałam ze śmiechu momentami, na prawdę. 
Jedynie czego mi w filmie brakowało, to większa ilość scen Ani z Tomkiem.

"Planeta Singli" w zabawny sposób ukazuje nam z jakimi typami osób możemy się spotkać z internecie, oraz jakie niebezpieczeństwo to za sobą niesie. Idealnie odniesiona do szału związanego z Tinderem. Nie brakuje też klasycznego zwrotu akcji, gdzie wszyscy się kłócą, oraz Happy End'u.

Polecam ten film- ze względu na fabułę toczącą się za sprawą popularnej apki, ale też obsada aktorka jest na najwyższym poziomie. Agnieszka Więdłocha, Maciej Sztur, Weronika Książkiewicz, Tomasz Karolak, Piotr Głowacki to aktorzy którzy wznieśli się na wyżyny swojego aktorstwa, które za każdym razem jest coraz lepsze.

Reasumując. Świetny film, pełen inteligentnego poczucia humoru, do tego dobra obsada aktorska. Na końcu oczywiście czeka nas morał wypływający z opowieści. Na prawdę warto obejrzeć ten film! Jestem nim totalnie zauroczona, ponieważ nie spodziewałam się, ze będzie AŻ tak dobry! Przy najbliższej okazji obejrzę jeszcze raz.



Widzieliście już "Planetę Singli"? Co sądzicie? Dajcie znać w komentarzach!




Pis joł Aniołeczku
Karo
Walentynkowe zdrapki

Walentynkowe zdrapki





W poście o czekoladkach obiecałam Wam jeszcze jedno, szybkie DIY. Pokaże Wam jak zrobić szybkie zdrapki, które ucieszą Waszych bliskich. Przygotowałam też dla Was trzy gotowe grafiki, które wystarczy wydrukować i postępować zgodnie z tym tutorialem, a w ciągu 30 minut (max!) będziecie się cieszyć, a raczej Wasi bliscy, pięknym zdrapkami. 
No to do dzieła!


Zdrapkę możemy wykonać na dwa sposoby, oba pokażę w tym wpisie. 



Możecie ręcznie ozdobić zdrapkę, stworzyć własną grafikę, lub skorzystać z mojej (do wydrukowania na końcu wpisu).
Po wydrukowaniu należy je rozciąć. 
Jak do każdego DIY będziemy potrzebować nożyczek, taśmy klejącej, kredki woskowej, lakieru do paznokci i oczywiście bilecików zdrapki.




Kiedy już je porozcinamy, w wyznaczonych miejscach wpisujemy fanty które są do zgarnięcia.
Może to być kino, spacer, lub też jakiś miły gest jak np. śniadanie do łóżka.



Kiedy już uzupełniliśmy pomysłami zdrapkę, dochodzimy do dylematu. Możemy użyć kredki woskowej (białej koniecznie)  i pokryć nią jedynie wyznaczone pole zdrapki (kółko lub serduszko), W drugim przypadku pokrywamy całą zdrapkę taśmą klejącą. Dobrze jeśli jest to taka szeroka, wtedy wystarczą dwa paski i cała zdrapka pokryta. Drugi sposób jest szybszy 




Kiedy już pokryliśmy zdrapkę woskiem lub taśmą, czas na ostateczną warstwę czyli- lakier do paznokci. Jest niedrogi, każda kobieta go posiada, i dostępny we wszystkich kolorach jakie nam się zamarzą. Zamalowywujemy część pokrytą woskiem lub obszar zdrapki pokrytej taśmą (ale oczywiście nie całą). W przypadku srebra wystarczyły wie warstwy- biel potrzebowała czterech



Lakier schnie zadziwiająco szybko. Najczęściej wybieram opcję z taśmą, bo to na niej najszybciej schnie farba. Na wosku trzeba trochę czekać. Lubię też ten efekt gładkiej, błyszczącej tafli na karcie, dzięki taśmie go uzyskam.
Przy zdrapywaniu taśma schodzi nieco trudniej- paznokciem da radę, natomiast wosk schodzi bardzo bardzo szybko i to mi sie nie podoba, ponieważ zawsze się boję że lekkie uszkodzenie i juz widać co jest pod spodem.



A tak wyglądają gotowe zdrapki!







Jak Wam się podobają?
 Najlepiej je drukować na grubszym papierze- ja używam bloku technicznego.

Tutaj możecie je pobrać:

Z akcentem


Romantyczne


Zdrap mnie


Co sądzicie o takich zdrapkach? Co podarujecie najbliższym w ten szczególny dzień?

Dajcie znać!
Pis joł Aniołeczki
Karo
Copyright © 2014 Beauty Lover , Blogger